21 lutego, 2024

Co po kryzysie? Czyli powrót

Udostępnij:
Pin Share
Źródło: Ruwadium/Pixabay.com

Takiego kryzysu jeszcze nie było,
żeby po zapowiedzi o nowościach nastąpił nagły upadek.
Inwazja Rosji na Ukrainę, szok chyba dla wszystkich, spadek zainteresowań rozwojem, a koncentracja na podstawowych potrzebach, spadek zleceń, inflacja, a potem wszystko potoczyło się jak rozpędzona kula śniegowa…

Wejście we współpracę z organizacją pozarządową zajmującą się przeciwdziałaniem przemocy.
Druga już na przestrzeni ostatnich 10 lat.
I tak jak w tym pierwszym przypadku: zakończona rozczarowaniem.

Odkryciem, że te hasła na ich sztandarach to tak tylko do ekspozycji w eterze. Nie mam jednak na myśli oczywiście wszystkich organizacji, które zajmują się przeciwdziałaniem przemocy. Wierzę w to, że istnieje co najmniej trochę takich, które działają prawidłowo.


Tym razem przerost formy i treści nad działaniem. Podtrzymywanie ofiary w bagnie i tworzenie syndromu ofiary.
Tłumaczone troską i nadzwyczajną koncentracją na potrzebach emocjonalnych klientów.
Najlepiej: żadnych porad, żadnego wskazywania obszarów odpowiedzialności, żadnego pokazywania właściwych dróg. Bo tego nie wolno. To wbrew standardom pomocy psychologicznej. Niby.


Tylko karmienie się smutkiem i cierpieniem i taplanie się w tym. Przyglądanie się temu. Gromadzenie tego. Opisywanie i analizowanie tego ciągle.


A pod spodem, tam, gdzie ukryte, ciągnięcie na potęgę z zasobów osób z poczuciem misji.
Ludzi zaangażowanych, gotowych dać wiele. Starannie wyselekcjonowanych pod względem umiejętności i predyspozycji. Ale dziwnym trafem, niby nie umiejących w to, robiących to źle.


Ale mających to robić dalej i więcej. Mających pozostawać w gotowości do podporządkowania się własnym przekonaniom prezeski co do sposobu działania. Najlepiej bez jakiegokolwiek wynagrodzenia (już nie mówiąc o pieniężnym).


Wygórowane standardy do bycia lemingiem w klimacie podkreślania, że działamy przecież zespołowo… Wtedy robi się z tego ponury żart, którego nikt na zewnątrz nie widzi.


Pozorna pomoc, jak karmienie okruszkami. Jakaś wirtualna pochwała, aby tylko przytrzymać w wykonywaniu ogromu pracy, bez której ta organizacja w ogóle by nie żyła i nie mogła otrzymywać co najmniej pół milionowych dotacji co roku na swoim składzie materiałów budowlanych. Dokładnie tam ma swoją siedzibę. Od około 20 lat nie zbudowała żadnego trwałego zespołu ludzi: ciągła rotacja stażystów, praktykantów, wolontariuszy albo współpracowników od projektu do projektu. Ale przekaz w eter idzie taki, jak to pomaga wszem i wobec i jakie to akcje nie organizuje, w jakich akcjach to nie uczestniczy. Sama liderka też nie omieszka się chwalić w mediach, jak to jej zależy na ludziach i jaka to jest empatyczna…

Jak to się przekłada na rzeczywiste efekty w perspektywie długofalowej? – Tu już brak wyników. Tego nie bierze pod uwagę, o to się nie dba. Tak jak nie dba o ludzi, którzy tą pracę wykonują bezpośrednio. Ważne, że zarząd i formalna struktura funkcjonuje.

Nie rozumiem, jak można mówić, że pomaga się osobom pokrzywdzonym przemocą, skoro nie dba się i stosuje przemoc wobec osób pracujących na rzecz tej organizacji i osobiście pomagających? Ci drudzy to nie ludzie? Na jakie długofalowe efekty działania można wtedy liczyć? Jak można mówić o rozwoju takiej organizacji, skoro utrzymuje w sobie takie skrajności, które uniemożliwiają osiągnięcie jakiejkolwiek stabilizacji?


Wylogowałam się z tej współpracy po tym, gdy po mojej informacji, że składam zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wobec dzieci klientki, zostałam poddana grillowaniu przez liderkę i jej asystentkę. Usłyszałam, że to nie moja sprawa i to nie jest dobre rozwiązanie. Próbowano mi wmówić egoistyczne intencje, wpędzić w poczucie winy, że w ogóle to mi się coś zdawało i nie mam żadnych podstaw. Około godzinne pranie mózgu.


Czy zostałam zgrillowana? Nie. Ale to pewnie tylko z tego powodu, że już wtedy miałam pozapalane czerwone lampki związane z liderką i jej organizacją i jakoś podświadomie mogłam się chociaż w części przygotować na jej ataki. I nie widzę wyższości współpracy nad samodzielnym działaniem, więc nie mam też żadnego parcia, aby w jakiejkolwiek organizacji pozostać. A tym bardziej w organizacji, w której pojęcie zarządzania kadrami jest obce liderowi. Zostałam jednak trochę poturbowana.


Myślę, że gdybym nie wylogowała się z tej współpracy po czymś takim, to dalej byłoby tylko gorzej.
Zauważyłam, że w tej niby współpracy z tą niby organizacją antyprzemocową się cofam, głupieję i przestałam wierzyć w swoje dotychczasowe umiejętności, mdli mnie, czuję, że tracę siły, wyjaławiam się i czekam na jakiś kolejny cios z tych ciosów emocjonalnych.
Coraz bardziej.

Od innych osób, wcześniej współpracujących, wiem, że też miały, przynajmniej w części, takie poczucie.

Tyle o tym. Przynajmniej na razie.

A z czym powracam?


Z nowymi doświadczeniami i inspiracjami.

Nie było artykułów o mobbingu, to teraz będą. Nie było stricte o psychopatach, to też będą. Nie było o podtrzymywaniu w syndromie ofiary i może zbyt mało było o stawaniu na nogi i działaniu. To też będzie.


A jeśli chcecie, to możecie też wspierać. Pewnie uruchomię wkrótce różne opcje wsparcia tego miejsca. Chyba, że już teraz macie jakieś pomysły, to dajcie znać.

Jeśli macie jakiekolwiek sugestie, uwagi, pomysły na artykuły, to też dajcie znać.

Aha: sklep jeszcze nie został reaktywowany. Będzie wkrótce.
Wkrótce też zostaną przywrócone bezpłatne konsultacje w wybranych dniach.

Zaglądajcie na stronę.

Udostępnij:
Pin Share

6 thoughts on “Co po kryzysie? Czyli powrót

  1. Próbowałam kiedyś pomóc dzieciom bitym i wyzywanym przez matkę za ścianą mojego mieszkania. Zagroziłam matce policją i przez 2 tygodnie był spokój, potem jak się spodziewałam, przemoc wróciła, bo zaburzona i nieradząca sobie z samą sobą matka wróciła szybko do starych i jedynie znanych zachowań. Zawiadomiłam MOPS. Urzędniczki odwiedziły ową matkę, sąsiadów (oczywiście nikt nic nie słyszał ..standard) i mnie jako zgłaszającą problem. Mimo moich zapewnień , że dzieje się źle i że jako pedagog opiekuńczo-resocjalizacyjny powinnam być potraktowana przez koleżanki po fachu bardziej serio..niestety to ze mnie zrobiono wariata i fantastę oraz sugerowano problemy psychiczne..Większość tych instytucji pomocowa jest niestety jedynie z nazwy i nie daj boże próbować zaburzyć ich bezczynny status quo bo a nuż kawka się w biurze parzy, a tu jakaś wariatka pisze że dzieci bite i wyzywane i jeszcze dzielnicowy niepokojony..to już jest przesada i dać jej w łeb aby się nie wychylała zbytnio 😉
    Pani Kasiu bardzo cenię sobie ten blog-perełkę. Dziękuję za Pani wielką mądrość i wrażliwość, która pomogła mi w zdefiniowaniu zaburzenia narcystycznego mojej matki, co bardzo ułatwiło mi życie. Kiedy spotykam takich ludzi jak Pani to funkcjonowanie na tym świecie staje się bardziej znośne i pocieszające, że istnieje jednak JAKOŚĆ na tej planecie. Pozdrawiam serdecznie i oczywiście stawiam kawę przy wypłacie 🙂

    1. Pani Joanno, dziękuję Pani za komentarz i obecność ❤️

      Myślę, że to bardzo wymowne, gdy jako nieliczni staramy się zadziałać odpowiedzialnie, adekwatnie do sytuacji, chcąc nieść pomoc tym, którzy nie mogą jej sobie zapewnić, mając jeszcze przy tym wiedzę i doświadczenie, a spotykamy się ze ścianą, czyli z brakiem chęci wzięcia odpowiedzialności przez innych, którzy mają kompetencje, aby bezpośrednio rozwiązać problem i zapewnić bezpieczeństwo.
      A już najbardziej chyba wymownym przejawem takiej nieodpowiedzialności z ich strony jest poszukiwanie przez nich na siłę usprawiedliwień, sięgając nawet po takie środki, jak wmawianie, że to z nami jest coś nie tak… Czyli, de facto, stosując przemoc…

      Myślę, że potrzeba jeszcze sporo edukacji wśród osób celebrujących tumiwisizm, aby byli gotowi na autorefleksję, wyciąganie wniosków ze swojego działania, na wzięcie odpowiedzialności i chcieli wprowadzać adekwatne rozwiązania. Oj, długa droga… Duże obszary do wykorzenienia szkodliwych przekonań społecznych… Ale myślę, że trzeba o tym mówić i pisać. I fajnie, że Pani też tu o tym napisała z własnego doświadczenia.

      Bardzo się cieszę, że te moje treści okazały się dla Pani pomocne, a jak czytam jeszcze, że bardzo ułatwiły Pani życie i ma Pani dzięki nim poczucie, że funkcjonowanie na tym świecie jest bardziej znośne i pocieszające, to te słowa działają jak dwufazowy balsam na moją duszę 😉 Dwufazowy, bo z jednej strony energetyzujący, dający mi kopa do dalszego działania, a z drugiej strony kojący 🙂 Bardzo dziękuję za taki feedback! Również pozdrawiam Panią ciepło i serdecznie! Dziękuję Pani za bycie! 🙂 ❤️

      1. Pozdrawiam serdecznie Pani Kasiu oraz życzę dużo siły w zmaganiu się z rodzicielką, bo jak czytam o Pani perypetiach z nią to mi samej po prostu ciężko na duszy..😪 Jest Pani od niej lepsza pod każdym względem, i ona jako narcyz tego nie może znieść. To również moje życiowe doświadczenie z rodzicielką, ale zdiagnozowałam jej zaburzenie dopiero dzięki treściom na tym blogu. Nie rozmawiam przez nią z własnym synem, bo stosowała skutecznie triangulację. Nastawiała go przeciw mnie i oczywiście jako narcyz zawłaszczyła. Ma 66 lat i wyraźnie jej się pogarsza z wiekiem 😉 Ale wiedza to potęga więc jeszcze raz dziękuję za ten blog 💪❤

        1. Bardzo mi przykro z tego powodu, że Pani matka zmanipulowała i zawłaszczyła syna… Trzymam jednak kciuki za to, aby nawiązała Pani znowu relację z synem, którą zepsuła matka, chcąc się dowartościować. Z moich obserwacji wynika, że wcześniej czy później takie toksyczne, narcystyczne osoby ponoszą konsekwencje swoich destrukcyjnych działań wobec innych osób, szczególnie znajdujących się w ich najbliższym otoczeniu. Czyli karma wraca. Ale czasem trzeba na nią dłużej poczekać. A też uważam, że warto ją przyspieszyć, jeśli tylko się da.

          Jeśli chodzi o mnie, to, na szczęście, nie zmagam się już z moją rodzicielką od 2017 roku. Wprawdzie próbowała kilka razy nawiązać ze mną kontakt, ale nic jej z tego nie wyszło. Możemy więc odetchnąć z ulgą pod tym względem 😉

          Pani życzę dużo spokoju i przestrzeni na regenerację. Przesyłam wsparcie na odległość, aby mogła Pani uwierzyć, że nasze działania w kierunku sprawiedliwych rozwiązań jednak tą sprawiedliwość przynoszą. Może małymi krokami. Ale przynoszą. Taka moja intencja, aby te treści na blogu temu też służyły i cieszę się, jeśli Pani pomagają. Pozdrawiam serdecznie! ❤️

  2. Pani Katarzyno,
    tak sie ciesze ze Pani powrocila!
    Dla mnie jest Pani odkrywca tematyki narcyzmu i bardzo zaluje ze nie pojawia sie Pani na you tubie.
    Jesli chodzi o pomysl na artykul, to interesuje mnie “ukladanie relacji z narcystycznym rodzenstwem” po zerwaniu kontaktu z narcystycznymi rodzicami. Bedac osoba, ktora zostala wyrzucona z systemu rodziny (bylam zbyt niezalezna i nie dalam sie tlamsic ani wykorzystywac) mam dwoch mlodszych braci,ktorzy sa totalnie pod kontrola rodzicow. Oboje licza na “jakis spadek” i sa dlatego slepo lojalni rodzicom, ktorzy od lat niszcza ich i ich zwiazki.
    Mam swiadomosc ze bracia powroca do mojego zyica gdy trzeba bedzie zajac sie rodzciami na starosc i obaj, jako agresywni i emocjonalnie przemocowi nie beda przebierac w srodkach zeby mnie ponownie w bagno wciagnac. Ja wiem ze to sie nie wydarzy z mojej strony, ale chcialabym sie dowiedziec jak moge sie juz teraz psychicznie uzbroic i przygotowac na tego typu konfrontacje w przyszlosci.
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Pani Agato, a ja się cieszę, że Pani się cieszy z mojego powrotu 🙂
      Jeśli chodzi o moje pojawianie się na YouTube, to mam to wprawdzie od dłuższego czasu z tyłu głowy, ale jeszcze tego nie czuję.
      Dziękuję Pani, że zechciała się Pani podzielić tutaj tym, co Panią trapi i dziękuję Pani za pomysł na artykuł. Uważam, że temat jest ważny również dla szerszego grona Czytelników. Dopisuję do listy artykułów, które chciałabym napisać w najbliższym czasie, a już teraz wspieram Panią duchowo.
      Witam Panią z powrotem na pokładzie! 🙂 ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.